Jaka jest prawda o feng shui, której nikt nie chce głośno powiedzieć?


Czy znasz prawdziwe zasady feng shui? 

 

Jeśli słysząc feng shui Twoje myśli pędzą w kierunku trójnożnej żaby, magicznych monet, klapy sedesu doprowadzającej do bankructwa czy też przerażających skosów, to wiedz, że nic nie wiesz.

Ale to nie Twoja wina.

Taka forma feng shui została prawdopodobnie celowo spopularyzowana na zachodzie i podchwycona przez media. Chińczycy zaś uważali, że nasz świat nie jest gotowy na prawdziwą wiedzę, więc na pocieszenie dali nam McFengshui. Niektórzy nazywają to feng shui intuicyjnym i w takim nurcie naucza tzw. Szkoła Czarnych Czapek (Black Hat Sect), ale efekty ich działań nie są trwałe. Można powiedzieć, że jest to feng shui dla zabieganej pani domu. W myśl ich teorii mieszkanie powinniśmy podzielić na 8 sektorów (słynna siatka Ba Gua): kariera, dzieci, bogactwo, wiedza, związki, rodzina, podróże, zdrowie.Ta wersja zakłada, że każdy dom jest taki sam i wystarczy odpowiednio zaznaczyć wspomniane wyżej obszary i już mamy przegląd wszystkich stref życia w poszczególnych pokojach.

Czyż to nie jest pięknie w swej prostocie?
Niestety w tym wypadku pięknie i proste nie równa się prawdziwe.
Feng shui, w swojej tradycyjnej formie, bierze pod uwagę mnóstwo dodatkowych czynników. Ważne jest nie tylko, co mamy w domu, ale również to, co widzimy za oknem. Co więcej, każdy dom ma swoją unikalną „datę urodzenia” i to wg niej oceniamy jego dobre i złe strony, starając się te złe zneutralizować, a dobre wzmocnić. Nie można „uleczyć” każdego domu przykładając do niego ten sam schemat. To tak jakby każdemu pacjentowi (bez względu na jego chorobę) lekarz przepisywał te same medykamenty. Czysty absurd, prawda?


Mam nadzieję, że ten krótki post otworzy Ci drogę do prawdziwej wiedzy o feng shui, a jeśli chcesz dowiadywać się więcej, zapraszam do śledzenia mojego bloga.

Podziel się






Zobacz również